Matka siedzi w domu i nic nie robi

matka 1

Czas leci, różne rzeczy się zmieniają, nie tylko w moim życiu (w nim to akurat za wiele się na razie nie zmienia, gwoli ścisłości), ale też w życiu moich znajomych. I oto nagle orientuję się, że facebookowa tablica wygląda zdecydowanie inaczej niż tych parę lat temu, kiedy zakładałam konto. Koledzy się pożenili, koleżanki pomężyły, sporo osób doczekało się też dzieci.
Tematyka rodzicielstwa pojawia się coraz częściej w udostępnianych postach i chociaż na razie mnie osobiście nie dotyczy, nie zachowuję się, jakby w ogóle nie istniała. W końcu rodziny z dziećmi funkcjonują w tym samym społeczeństwie, co ja, więc czemu miałabym je w swoich rozważaniach i przemyśleniach pomijać? Zwłaszcza, że nie wiadomo, co mnie samej przyniesie los i czy nagle nie stanę się tematem żywo zainteresowana niejako z konieczności.

Od czasu do czasu zdarzy mi się otworzyć link do bloga parentingowego, czy przeczytać wpis na fanpage’u poświęconym rodzicielstwu. I cóż tam znajduję? Ano znajduję przedziwny szał na udowadnianie za wszelką cenę, że matka, która zdecydowała się zrezygnować z pracy zawodowej i zająć się domem oraz wychowaniem dzieci, pracuje ciężej zgoła niż górnik w kopalni. Takich wpisów jest doprawdy istny wysyp. I tak się teraz zastanawiam – w czym konkretnie tkwi problem? Jaki jest właściwie powód nakręcania całej dyskusji, która, moim zdaniem, nie ma najmniejszego sensu i tyle tylko daje, że ludzie skaczą sobie do gardeł.

Taką mam dziwną przypadłość, skrzywienie takie, że jak ktoś mnie usiłuje do czegoś przekonać zbyt mocno, to staję się podejrzliwa. O co mu chodzi? – pytam sama siebie. Dlaczego aż tak mu zależy, żebym przyjęła jego punkt widzenia? Jaki ma w tym cel?
Czemu ta prowadząca bloga mama aż wychodzi ze skóry, żeby obcy ludzie przekonali się o tym, jak ona ciężko pracuje?
Odpowiedź może się wydawać oczywista – bo chce, żeby doceniono ją i jej wysiłek. Okej, ale czy naprawdę taka osoba koniecznie potrzebuje potwierdzenia od anonimowych ludzi z Internetu, że jej praca jest ważna i potrzebna? Jeśli tak, to chyba coś tu jest nie w porządku, prawda?

Nie wiem, jak inni, ale ja mam trochę tak, że im bardziej nie jestem pewna jakiejś swojej decyzji, tym bardziej szukam aprobaty otoczenia. Chcę, żeby mi ktoś powiedział, że robię słusznie, kiedy sama nie mam tej pewności. Jeśli czuję się ze swoimi wyborami dobrze i mam wsparcie najbliższych, nie widzę potrzeby przekonywania wszystkich dookoła, że moje działania są ważne, potrzebne, wartościowe.
Wszystkie te wpisy na blogach bazują na założeniu, że „ludzie mówią” jakoby matki, które zostały w domu z dziećmi nic nie robiły, miały nieustanną labę i odpoczynek. Nie wiem, co to za „ludzie”, bo ja się nigdy z taką opinią nie spotkałam, nie znalazłam ani jednego sensownego tekstu w Internecie, który by takie stanowisko prezentował, i z kim bym nie rozmawiała, zawsze słyszę, że prowadzenie domu i wychowanie dzieci stanowi absorbujące i nie zawsze łatwe zajęcie.
Nawet jeśli jedna czy druga mama usłyszała niewybredne komentarze ze strony kogoś, kto wybrał inny model życia i uważa go za jedyny słuszny, to czy to jest wystarczający powód, by od razu rzucać się do klawiatury i opisywać swój ciężki dzień godzina po godzinie? Opinia jakiegoś randoma, który nie bardzo wie nawet, o czy mówi, jest aż tak istotna? Naprawdę szczerze wątpię.
Zaryzykuję stwierdzenie, że chyba nie ma osoby, która nie usłyszała nigdy głupiej i bezmyślnej krytyki odnośnie do swojego stylu życia i swoich życiowych decyzji. Niektórzy po prostu nie mogą się powstrzymać i chlapią jęzorem, opluwając tych, którzy żyją inaczej, bo już taki mają spaczony charakter. To chyba bardziej niż oczywiste, że zwyczajnie nie należy się nimi przejmować. Jasne, w pierwszej chwili można się wściec, to naturalne, ale czy jest sens rzucać grochem o ścianę i na siłę przekonywać takich, że się mylą?
Chyba że te kobiety wcale nie ich, a same siebie próbują przekonać.

Trochę mnie ten stan rzeczy martwi, biorąc pod uwagę, jak wiele mówi się o prawie kobiet do decydowania o swoim życiu. Opinia publiczna jest przyzwyczajona do odwrotnego kontekstu – kobieta może zdecydować, że „wyjdzie z domu”. ALE!
Ale może też zdecydować, że w nim zostanie. Domyślam się, że nie jest to łatwy wybór, choć sama nigdy przed nim nie stanęłam. Prawdopodobnie mogą pojawić się wątpliwości, myśli o tym, co by było, gdyby. Jednak odnoszę wrażenie, że kobiety, które postanowiły prowadzić dom i wychowywać dziecko, rezygnując z pracy zawodowej, z jakiejś przyczyny czują się z tą decyzją zwyczajnie źle. Inaczej jaki miałyby powód, by tak rozpaczliwie przekonywać wszystkich dookoła o tym, że ciężko pracują, a ich praca jest ważna? Nie zauważyłam podobnej tendencji u żadnej innej grupy społecznej, więc o co chodzi z tymi matkami?
Skoro zostały z dziećmi z własnej woli, musiały tego chcieć, zresztą same przyznają, że chciały, a jednak zachowują się, jakby coś je cały czas w środku uwierało. Nie wierzę, że to pojedyncze, zasłyszane, czy przeczytane gdzieś tam opinie obcych ludzi. No nie wierzę, przykro mi. Człowiek pewny swojego wyboru, ma to w nosie.

Więc co? Ogólna specyfika kapitalistycznego sposobu myślenia? Powszechne przekonanie że liczy się głównie zarabianie pieniędzy? A może brak wsparcia ze strony najbliższych? Może te apele rzucane w odmęty Internetu nie są wcale wołaniem do obcych ludzi, a do osób bardzo konkretnych. Jeśli człowiek jest doceniany i wspierany przez tych, których kocha, aprobata całego świata do niczego mu niepotrzebna. A jeśli nie jest… no właśnie.

matka 2

Ostatecznie nic dobrego z tego wszystkiego nie wynika. Wpisy utrzymane w tonie „kto nie ma dzieci, ten nie wie, co to zmęczenie”, mogą wywołać jedynie irytację tych, którzy, prawda, nie mają, a wiedzą. Cudem jakimś, sposobem tajemnym. Bo są tacy.
Odpowiadanie na niesprawiedliwą i bezmyślną ocenę kolejnymi niesprawiedliwymi i bezmyślnymi ocenami daje efekt błędnego koła i napędza głupie, dziecinne licytowanie się – kto ciężej pracuje, kto jest bardziej zmęczony i kto pije zimniejszą kawę.
A przecież na to nie ma żadnej zasady, nie ma nawet jak tego porównywać. Są różne prace i różne domy, różne zawody, różne dzieci i życiowe sytuacje. Konia z rzędem i rękę Yattamana temu, kto wymyśli uniwersalną i sprawiedliwą metodę porównywania „kto ma gorzej”. I w ogóle dlaczego ktokolwiek miałby mieć gorzej? Chyba lepiej mieć lepiej, nie? Nie wiem, skąd głupi pomysł mierzenia wartości człowieka tym, jak bardzo jest styrany i pada na ryj. Ale to już inna sprawa.

O ileż zdrowiej i spokojniej byłoby, gdyby ludzie szanowali wybory innych ludzi i potrafili czuć się dobrze ze sobą bez poprawiania własnej samooceny poprzez krytykowanie innych.
Tylko że wtedy nie miałabym o czym pisać.

matka 3

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii (w)kur(w)ier powszechny i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Matka siedzi w domu i nic nie robi

  1. chmurykultury pisze:

    Podobny wpis znajdziesz u mnie. Grupa społeczna mam jest dla mnie ogromną zagadką. Mam wrażenie, że chodzi tam o to, że jeśli bardziej udokumentujesz swoje poświęcenie dla dziecka tym większe szanse, że wśród innych przedstawicielek tego gatunku będziesz „mamą na medal”. Z drugiej jednak strony, mam tak samo jak Ty – gdy nie jestem pewna swojej decyzji, szukam poparcia wśród bliskich. Może tutaj to podejście tez by się sprawdziło? Może te kobiety wcale nie chciały zostać w domu, ale nie wypadało (według nich) postąpić inaczej i teraz robią dobrą minę do złej gry? Nie wiem, kolejne pytanie bez odpowiedzi na temat matek.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s