Gdzie się podziali źli ludzie?

ludzie

Nie robię żadnej tajemnicy z tego, że nie jestem największą fanką ludzkości. Bomby atomowej lepiej mi pod opieką nie zostawiać. Chociaż czasem, dla dobra własnego i innych, staram się to ukrywać, podejście do życia mam raczej pesymistyczne i niewiele pozytywnych rzeczy mogę powiedzieć o ludzkiej naturze. Często się wkurzam i zdarza mi się obrzucać bliźnich werbalnym łajnem. Żaden to powód do dumy i właściwie to sądzę, że jestem okropna.
Tym bardziej szokuje mnie obserwacja, że ktoś taki, jak ja, może jednak okazać się bardziej pozytywnie nastawiony do ludzi niż ci tak zwani normalni, którzy nie deklarują chęci zrobienia użytku z bomby atomowej.
Okazuje się, że świat taki, jakim go postrzegam, nie jest nawet w połowie tak wstrętnym miejscem, jak świat niektórych ludzi, z którymi zdarza mi się rozmawiać. Mogę sobie być ponura i (prawie) nikogo nie lubić, ale przynajmniej mam szczęście nie żyć wśród kreatur, o których mi naokoło opowiadają. Słucham różnych historii, czytam blogi i wpisy w mediach społecznościowych i nie mogę nie zauważyć, że mnóstwo osób wypowiada się tak, jakby zdarzało im się w życiu obcować wyłącznie, a przynajmniej przeważnie, z ludźmi złymi, leniwymi, cwanymi i chamskimi. Takie jednostki istnieją, to nie ulega wątpliwości, ale czy naprawdę występują tak masowo, jakby to wynikało z tych relacji? Zwłaszcza że ja, przy całym swoim krytycyzmie, nie mogę powiedzieć, żebym dużo ich na swojej drodze spotkała.

Ci, którzy nic nie robią

Zaczęło się w mojej pierwszej pracy. Jedna koleżanka wspomniała mi raz czy drugi, że inna nic nie robi. Olewa obowiązki, opierdziela się i trzeba za nią tyrać. Ciągle się leni i pozostali w sumie też. W dupie mają robotę i tylko ona, ta mówiąca, jest sumienna i odpowiedzialna. Taki żywot, no niestety. Ciężkie westchnienia, kręcenie głową. Kurtyna.
Może i bym zaraz o tym zapomniała, gdybym parę dni później nie rozmawiała z kolejną osobą i nie usłyszała, że to ta osoba właśnie zapierdala, a cała reszta ma wywalone. Cała reszta, w tym moja pierwsza rozmówczyni, która mi przecież próbowała udowadniać, że bez niej całą firmę szlag by trafił. No to w końcu jak? Następny pracownik, z którym gadałam, zgodnie krytykowany przez poprzedników, miał o nich takie samo zdanie, jakie oni mieli na jego temat, a siebie opisywał jako zgoła podporę całej załogi.
leńNajciekawsze było to, że obserwując z boku i próbując się zorientować, co tu się właściwie odpierdziela i kto ma rację, nieodmiennie dochodziłam do wniosku, że wszyscy. I nikt. O ile mogłam stwierdzić, członkowie zespołu pracowali jakościowo porównywalnie, nikt jakoś wyraźnie nie odstawał, ani szczególnie się nie wyróżniał. Wszyscy miewali czasem gorsze dni, ale też wszyscy potrafili się sprężyć i dużo z siebie dać.
A jednak te utyskiwania nie ustawały. Nigdy nie przekazywałam dalej tego, co mi mówiono, więc z czasem zaczęto mówić tym chętniej. Słuchałam z ciekawością i obserwowałam, jak te wszystkie opinie mają się do faktów. Nijak się nie miały.
Zaczęłam być uważniejsza, bardziej sceptyczna, także poza pracą. Kiedyś po prostu wierzyłam na słowo, gdy ktoś utyskiwał na leniwych kolegów, współpracowników, członków rodziny. Teraz już nie jestem do tego taka skłonna.
Każdy patrzy ze swojej perspektywy i pewnie każdemu czasem się zdarza pomyśleć, że pracuje więcej i ciężej niż inni. Też mi się czasem wydaje, że zasuwam, jak wół i przejmuję się wszystkim, podczas gdy pozostali sobie odpuszczają. Ale wtedy przywołuję się do porządku, bo przecież wiem, że to nieprawda. Z ręką na sercu – nie znam chyba nikogo, kto faktycznie byłby patologicznym leniem, przez którego trafiałby mnie szlag. Niektórym zdarzy się cięższy dzień, jakaś losowa sytuacja, zwykła chwilowa niechcica, tak. Widzę, kiedy ktoś pracuje mniej wydajnie, kiedy odpuszcza może trochę zbyt dużo, ale też wiem, że i mnie się to zdarza. Możliwe, że niektórzy zaoszczędziliby sporo nerwów, gdyby podobnie na to spojrzeli. I atmosfera w niejednym miejscu pracy by się poprawiła. Nie jesteśmy maszynami, nasi współpracownicy tez nimi nie są, a podkreślanie swoich zasług poprzez szkalowanie innych jest po prostu nie w porządku. Można być dumnym z wykonanej pracy bez deprecjonowania cudzej.

Ci, którzy mają mnie gdzieś

Internetowe memy przekonują uparcie, że jeśli komuś zależy na znajomości ze mną, to będzie o mnie zabiegał. Że tylko ci, którzy się dla mnie poświęcają, są coś warci i zasługują, by zostać w moim życiu, a ja ewentualnie mogę dać coś z siebie tylko tym, od których sama dostaję. A co ja? Święta krowa?
mem1Wiele utyskiwań na ludzi bierze się właśnie z tego dziwnego wyobrażenia, że to oni są nam coś winni i nam tego nie dają. Czasem zdarza mi się taki dzień totalnie fuj, że zwijam się pod kocem w krewetkę i chlipię, że jakbym umarła, to nawet nikt by nie zauważył, bo nikt nie pisze, nie dzwoni, wszyscy mają w dupie i mnie olewają. Żodyn nie spyta, jak się czuję, czy wszystko ok. Żodyn!
Ale jakby się tak dobrze zastanowić – z iloma osobami ja kontaktuję się na co dzień? Z iloma jestem na tyle blisko, by sama wyczuć, kiedy coś jest nie tak? Pomijając rodzinę i chłopaka – może z czterema. I nie oznacza to, że lubię tylko cztery osoby, tylko z czterema się widuję i mój krąg znajomych wyłącznie do nich się ogranicza. Absolutnie nie. Jest, wbrew pozorom, sporo osób, które darzę sympatią, z którymi spotykam się od czasu do czasu, ale po prostu nie mam z nimi aż tak bliskich relacji. Nie zgadnę, kiedy mają problem, kiedy jest im źle, nie wlezę im w życie z butami, próbując na siłę uszczęśliwiać, co nie znaczy, że mam ich w dupie. Jeśli dadzą sygnał, że coś jest nie tak, chcą porozmawiać, że potrzebują pomocy, będę do dyspozycji, w miarę moich skromnych możliwości.mem3
Jestem świadoma tego, że moi znajomi, nawet bliscy znajomi, mają swoje życie i nie istnieją tylko po to, żeby mi umilać egzystencję. Nie oczekuję, że będą się dla mnie poświęcać, rezygnować z innych planów z powodu mojego kaprysu, przyjeżdżać o 3 nad ranem z winem i czekoladą, gdy akurat mam PMS. Jesteśmy dorosłymi ludźmi, mamy obowiązki, często bywamy zmęczeni, nie zawsze mamy dla siebie wzajemnie czas. Coraz trudniej o spontaniczne wypady i wspólne szaleństwa. Jeśli mam ochotę z kimś się spotkać, porozmawiać, wspólnie coś zrobić, to jeszcze nie znaczy, że ta druga osoba też ma na to ochotę. A może i nawet ma, tylko niekoniecznie dysponuje akurat czasem, czy możliwościami. Ale to nie znaczy, że ma mnie w dupie. Jednocześnie też nie czytamy sobie wzajemnie w myślach, więc jeśli potrzebuję wsparcia, to się o nie zwracam, a nie siedzę, czekam i obrażam się, jak nikt się nie domyśli. Nie oczekuję od innych niemożliwości i sama nikomu nie mogę jej zaoferować.
mem2Ciekawi mnie niezmiernie, czy wszyscy ci narzekający na brak zaangażowania innych w znajomość, sami faktycznie kontaktują się codziennie z ludźmi ze swojego otoczenia, tak bardzo się nimi interesują i są na każde zawołanie. Jeśli tak, to może faktycznie są przyjaciółmi idealnymi. A może creepami bez własnego życia.

Ci, którzy ciągle czegoś chcą

Robię na co dzień dużo głupich rzeczy i zdarza się, że ktoś mi czasem okazuje dezaprobatę, ale największe potępienie ze strony otoczenia spotyka mnie, paradoksalnie, wtedy, kiedy nie czynię akurat niczego złego, a wręcz przeciwnie.
Jakbym wyznała, że spaliłam trzy wsie, wyrżnęłam kobiety i dzieci, to może ktoś tam by napomknął, że to nieładnie, bo przemoc nie jest rozwiązaniem i nie tak mnie przecież mama uczyła. Natomiast kiedy powiem, że zgodziłam się komuś pomóc, wyświadczyć przysługę, wtedy wszyscy dookoła biją na alarm. „Ale po co? Dlaczego ty? Niech sam sobie zrobi, albo niech poszuka innego jelenia! Trzeba się było nie zgadzać, teraz się będziesz użerać, nigdy ci już nie da spokoju! A pamiętasz, trzynaście lat temu, jak coś od niego chciałaś, to nie pomógł! Nie daj się wykorzystywać, ludzie wyczuwają słabość, nie możesz im tak pozwalać!”
Nie przesadzam. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek w życiu, napomknąwszy o tym, że postanowiłam komuś pomóc, usłyszała „O, to miło z twojej strony!” I żeby jeszcze chodziło o jakieś wielkie przysługi. Ale nie, zwykłe, codzienne sprawy – zamienić się z kimś w robocie, zostać chwilę po godzinach, żeby coś wytłumaczyć nowemu koledze, pomóc w nauce do kolokwium, czy w napisaniu pracy na zaliczenie. Nie zdarza się to nagminnie, dotyczy różnych osób, ale reakcje ludzi, którzy o tym słyszą, zawsze są takie same.
Wszyscy zakładają, że coś mi chyba zaćmiło mózg i trzeba mnie szybko ratować, uświadomić mi, że nie powinnam się zgadzać. Na nic najlepiej. W ogóle. Nigdy. Nieważne, że akurat mogę. Nieważne, że nie sprawi mi to kłopotu, a komuś coś ułatwi. Nie powinnam i już! Dlaczego się dałam w coś takiego wrobić?! Czy można to jeszcze odkręcić?!
Nikomu nie przyjdzie do głowy, że wciąż jestem jeszcze zdrowa na ciele i umyśle, podejmuję decyzje świadomie, i niczego, do cholery, nie chcę odkręcać.
czegoś chcąGdy słucham ludzi narzekających bez przerwy, że inni czegoś od nich chcą, nie potrafię nie odwoływać się do tych doświadczeń. Bardzo rzadko wierzę, że sytuacja przedstawia się naprawdę aż tak dramatycznie, jak ją opisują. Wiem, że istnieją cwaniaki, co tylko patrzą, kogo by tu wykorzystać, żeby się nie narobić, ale dobrze byłoby ich jednak odróżniać od ludzi, którzy akurat po prostu potrzebują pomocy, albo przysługi. Tylko że przecież łatwiej jest każdą prośbę rozpatrzeć negatywnie, a potem ze swojego bycia nieużytym zrobić cnotę, „bo się nie dałem”.
Czy ci, którzy myślą i zachowują się w ten sposób, nigdy w życiu nikogo o nic nie poprosili? Nigdy nie skorzystali z pomocy? Samowystarczalni, czy jak?

Wiem, że ludzie są zdolni do różnych okropieństw, ale w tym, o czym pisałam powyżej, niczego naprawdę okropnego nie widzę. Najgorsze z tego wszystkiego jest negatywne nastawienie narzekających i jakaś taka bezmyślna niezdolność odróżnienia toksycznych jednostek, które naprawdę chcą źle, od zwykłych ludzi, których jedynym grzechem jest to, że nie są idealnymi, samowystarczalnymi maszynami spełniającymi wszelkie oczekiwania krytykujących.
Może to próby maskowania własnych niedoskonałości, poprzez wyolbrzymianie niedoskonałości innych, może tylko brak empatii i wyrozumiałości? Nie wiem, żaden ze mnie psycholog, nie znam się na tym. Podejrzewam, że ci, którzy tak chętnie utyskują na złych, okropnych ludzi, dla innych sami są złymi, okropnymi ludźmi. Też kiedyś nie dopilnowali czegoś w pracy, też zaniedbali jakąś znajomość i też zdarzyło im się potrzebować pomocy. Tylko wtedy oczywiście nie widzieli w tym niczego złego.

grumpy cat

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii (w)kur(w)ier powszechny i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s