Nie lubię lesbijek

lesbijki 2

Oczywiście tak naprawdę nie mam nic przeciwko lesbijkom. Tytuł nawiązuje do tekstu pani Małgorzaty Halber „Lubię lesbijki”, opublikowanego już dość dawno na jej skądinąd całkiem ciekawym blogu Codziennik Feministyczny. Przeczytałam już kupę czasu temu i długo nosiłam się z refleksją, aż wreszcie donosiłam oto jestem.

Autorka swoją sympatię dla lesbijek jako takich opiera na znajomości z jedną konkretną dziewczyną o tej orientacji, oraz na obserwowaniu w przestrzeni publicznej obcych kobiet, których zachowanie wskazywałoby na to, że są ze sobą w związku. Na tej podstawie wysnuwa wniosek, że lesbijki mają w sobie coś, czego nie mają inni – luz, urok, klasę, pewną niewymuszoną elegancję i diabli wiedzą, co tam jeszcze.
Nie wiem, szczerze mówiąc, skąd ten pomysł, skąd ta idealizacja całej dużej przecież i różnorodnej grupy społecznej. Jedyna rzecz, którą charakteryzują się wszystkie lesbijki to to, że będąc kobietami odczuwają pociąg seksualny do innych kobiet. Nie widzę żadnego powodu, dla którego miałoby to wzbudzać czyjąkolwiek sympatię czy antypatię. I choć niewykluczone, że można u dziewczyn tej orientacji zaobserwować pewne podobieństwa w sposobie myślenia, to jednak charakter jest sprawą indywidualną, a homoseksualizm nie chroni przed byciem wredną, antypatyczną, zarozumiałą czy nieszczerą.
Osobiście nie miałam jakiegoś szczególnego „szczęścia” do lesbijek. Jedna w szkole spuścła mi łomot. O! Znałam też inną, dość bucowatą. Obeszło się bez łomotu, ale jakoś nie umiałyśmy się dogadać. Kolejna była fajna, ale… no właśnie – fajna, po prostu. Bez szału, bez zachwytu. Niektóre spoko, inne nie do zniesienia i tyle. Ich preferencje seksualne nie miały nic wspólnego z moim podejściem do nich. Jestem głęboko przekonana, że siniak pod okiem nie bolałby ani mniej, ani bardziej, gdyby dziewczyna, która mi go nabiła, sypiała z facetami.

lesbijki3

Zdumiewa mnie fenomen heteroseksualnych osób, które „lubią” homoseksualistów za to, że są homoseksualistami. Czym innym jest opowiadanie się przeciwko dyskryminacji mniejszości seksualnych i walka o ich normalne traktowanie przez władze i społeczeństwo, a czym innym nieuzasadniona sympatia dla całej grupy społecznej. O prawach pracowników na przykład również dużo się mowi, a przecież nikt nie deklaruje, że… yyy… lubi pracowników. Jak to brzmi w ogóle! Jest dużo różnych pracowników. Każdy zna ludzi, którzy są jakimiś pracownikami, często uciskanymi, bo o to w tym kraju nietrudno. Niektórych się pewnie lubi, innych nie, a większości się wcale nie zna. Czy z homoseksualistami nie jest tak samo?
Owszem, to prawda, że osoby homoseksualne często mają trudniej w życiu. Dobrze zdawać sobie z tego sprawę, wykazać się empatią, kłód pod nogi nie rzucać, pomóc, wesprzeć, jeśli ma się chęć i jeśli jest to możliwe, ale znów: lubić? Niepełnosprawni też nie mają lekko, prawda? Albo bezdomni. A czy słyszał ktoś kiedyś od drugiej osoby deklarację: „Lubię bezdomnych”?! Przypuszczam, że wątpię.
Nie, nie sądzę, by miał być to sposób okazania wsparcia. Więc co takiego?

Czyżby ta osławiona poprawność polityczna? Przecież współczesnemu, nowoczesnemu człowiekowi nie wypada stwierdzić, że nie lubi homoseksualistów.
W istocie, nie wypada. Ani nowoczesnemu ani żadnemu innemu. I nie wypada, dokładnie tak samo, jak twierdzić, że nie lubi emerytów, studentów, matek wielodzietnych, czy właścicieli owczarków kaukaskich. Takie uprzedzenia są po prostu niepoważne i nie mają żadnego logicznego uzasadnienia. Ale to jeszcze nie znaczy, że automatycznie trzeba ustawiać się na przeciwnym biegunie, bo w m moim odczuciu to taka dyskryminacja w drugą stronę. Coś jak „Nie zatrudnię cię, bo jesteś kobietą i nic mnie nie obchodzą twoje kwalifikacje!” kontra „Dobra, cycki masz, dupę masz, więc kwalifikacji nie potrzebujesz – witaj w zespole!” Ani jedno, ani drugie podejście nie jest zdrowe i żadne z nich nie powinno funkcjonować. Tak samo z sympatią. Lubi bądź nie lubi się człowieka, nie płeć, narodowość, orientację, posturę, kolor włosów.
Nie będzie nigdy prawdziwej równości, jeśli ludzie nie przestaną „w dobrej wierze” sugerować na każdym kroku, że osoby, które się od nich różnią, są jakimiś odmieńcami. „Znam kilka lesbijek. Całkiem normalne dziewczyny!” No wspaniale, tylko… dlaczego uznajesz za stosowne to podkreślić? Istnieje jakiś powód, dla którego miałyby nie być normalne? „Znam kilka studentek zaocznych/wolontariuszek/kobiet zamężnych/niskich/pracujących na pół etatu. Całkiem normalne dziewczyny!” Chyba trochę absurdalne, prawda?
Gdy rozmowa schodzi na osobę, przejawiającą cechy „kontrowersyjne” i politycznie istotne, nie może się obejść bez jasnego określenia stosunku – nie do osoby, ale do tej właśnie „kluczowej” cechy. I nawet, jeśli ten stosunek jest pozytywny, to szlag mnie trafia. A może nawet zwłaszcza wtedy. „Mam kilkoro niewierzących/wierzących przyjaciół, ale mi to u nich nie przeszkadza”. Cóż za łaskawość, doprawdy. „To Arab, ale jest bardzo otwarty i sympatyczny!” Fantastycznie, gdybyś mi nie powiedział, zapewne uciekłabym z krzykiem, jeśli byś mi go kiedyś przedstawił. „Jest gejem, ale całkiem spoko z niego koleś!” No nie wiem, powtórz to jeszcze ze dwa razy, a uznam, że nie mnie, a sam siebie próbujesz przekonać.
Wiara, pochodzenie, orientacja seksualna… O tym trzeba się wypowiedzieć, do tego trzeba się odnieść. Nie pozwolić sobie i światu zapomnieć, że to, co inne jest jednak i n n e.

Ale wracając do tekstu pani Halber, nie sądzę by motorem do jego napisania była polityczna poprawność, raczej na swój sposób urocze przekonanie, że lesbijki są fajne, bo robią coś „zakazanego”, łamią tabu, sprzeciwiają się konwenansom. Z jednej strony zdecydowanie lepiej postrzegać je tak, niż jako zboczone babochłopy, ale z drugiej taka idealizacja nie ma sensu. Tak, żyjemy w społeczeństwie, które krzywo patrzy na homoseksualistów. Ale nie, to, że homoseksualiści mimo tego są homoseksualistami, nie czyni ich z automatu osobami zasługującymi na sympatię.
Oni robią na co dzień to samo, co wszyscy inni. Żyją, kochają, kłócą się, rozstają, pracują, jedzą, oglądają seriale, chodzą do sklepów, na spacery, uprawiają seks i korzystają z toalety. Jeśli oni są fajni, to pozostali ludzie są dokładnie tak samo fajni.

Dlatego nie powiedziałabym, że lubię, czy też nie lubię jakchś grup społecznych, czy mniejszości, bo oni nie są do lubienia, czy do nie lubienia. Nie istnieją po to, by „normalni” mieli sobie z nich robić maskotki albo ofiary.
Nie lubię lesbijek. Lubię ludzi – sympatycznych, ciekawych, z poczuciem humoru. Nie mam też nic przeciwko lesbijkom – mam coś przeciwko bucom, którzy wyrządzają innym krzywdę. Nie widzę tu miejsca dla wartościowania orientacji seksualnej. W ogóle nie widzę powodu, by o niej w tym kontekście rozmawiać.

Marzy mi się świat bez tego zgrzytu, bez tej rysy, tego chwilowego zawahania, gdy rozmowa schodzi na temat politycznie delikatny. Właściwie to marzy mi się, żeby tematy politycznie delikatne w ogóle przestały takie być.
Ale na to się na razie nie zanosi.

tolerancja

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Nie lubię lesbijek

  1. Podpisuję się pod tym wszystkimi kończynami. Co prawda tylko jeden z tych podpisów będzie się jakoś przyzwoicie prezentował, ale szansę na złożenie podpisu chcę dać wszystkim kończynom, niezależnie od tego czy są prawe, lewe, górne czy dolne 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s